Tak upłynął wieczór i poranek – dzień setny
styczeń 29, 2008
U Senatora wielki bal! Panowie w smokingach czy frakach, panie w pięknych toaletach, z pieczołowicie, godzinami układanymi na najdroższych salonach Warszawy fryzurami, właśnie wkraczają na salę w rytmie poloneza Chopina, wygrywanego przez orkiestrę blaszaną. Chwila podniosła, nastrój radosny, polonez bez fałszu…
Dzięki Wam, bracia i siostry, za cierpliwość w oczekiwaniu. Oto nastał moment, w którym postanowiłem przyłączyć się wreszcie do tegoż poloneza, by przy okazji wymienić kilka uwag na tematy różne z partnerką czy partnerem (takie czasy..) w tańcu. Zdaję sobie sprawę, że tym samym urwę tę pasjonującą dyskusję, która wywiązała się w tym zakątku sieci. No i co za tym idzie radykalnie zniechęcę większość komentujących do odwiedzin. Ale nic to!
W muzyce nowe trendi trendy, w ojczyźnie dobrobyt aż kipi, w światopoglądzie absurd wykwita na różowo, w oprogramowaniu wolna walka z darmowymi problemami, w życiu stałe zmiany, nieuchronne dążące do nieskończoności.. Tematów aż nadto, tematów za wiele. Cynicznie dokonam wyboru, bezkompromisowo się z nimi rozprawie i niepoprawnie się do nich ustosunkuję. Do czego Was takoż zachęcam.
Od dzisiaj, zapraszam Was wszystkich na BAL U SENATORA!